teksty i obrazy

Strefa zrzutu zawiera recenzje pobieżne, pisane naprędce na kolanie i wrzucane w internet bez korekty, bez dyscyplinowania słowa. Stworzyłam ją z tęsknoty za krytyką z prawdziwego zdarzenia, żywo reagującą na to, co się dzieje w sztuce, umiejętnie oddzielającą ziarna od plew, nie schlebiającą gustom… Może naiwne to. Ale nie zaszkodzi spróbować i przy okazji choć odrobinę ożywić rodzime poletko. W Lublinie w kulturze dzieje się sporo ale oddźwięk w tekstach nikły. Niech więc to miejsce w internecie będzie próbą poszerzenia krytycznego pola (walki). Z racji zamieszkania i małej mobilności koncentruję się na Lublinie. Strefa kontynuuje też tradycję bashartu (świadectwa mocno zakrapianej wędrówki po lubelskich wernisażach), przerwaną wskutek emigracji zarobkowej redaktorów bloga.
Dobrze by było, gdyby kuluarowe dyskusje na wernisażach czy festiwalach znalazły tutaj swoje odbicie. Gdyby moja pisanina mogłaby w jakiś sposób pobudzić ferment, zagrzać do boju, zachęcić do wyrażenia własnej opinii. O to mi tutaj chodzi. Nie zależy mi na poklepywaniu po ramieniu. Jestem gotowa na skrajnie przeciwne opinie ale uprzedzam, że będę się bronić. Strefa zrzutu jest moim miejscem wypowiedzi niezależnym od żadnej osoby czy instytucji, proszę nie posądzać mnie o sterowane panegiryki czy umyślnie negatywne oceny. Piszę ładnie o tym co mi się podoba, o tym co mi się nie podoba też czasem piszę, bo dlaczego nie. Zdarza się, że nie najlepsza wystawa jest w stanie sprowokować do ciekawych wniosków i otworzyć głowę bardziej niż coś co jest bez porównania bardziej wartościowe artystycznie. Ale uprzedzam i podkreślam - to są skrajnie subiektywne oceny. Możecie się ze mną zgodzić, możecie mnie zjechać, nie mam zwyczaju się dąsać, przyjmuję to na klatę. Artysta pokazując swoją pracę w galerii musi się liczyć z tym, że wystawia się na ogląd publiczny - a ludzie na wernisażach komentują, robią zdjęcia i czasem potem piszą. Nie uważam się za totalnego laika w tych sprawach, więc ośmielam się upubliczniać swoje refleksje, a jeśli komuś to nie w smak, trudno.





sobota, 4 września 2010

Wystawa Tomasza Malca w Zachęcie

Pierwsza po wakacjach wystawa w Galerii Zachęty Lipowa 13 jest świeża i zaskakująca. Tomek Malec, który mieszka i tworzy w Lublinie proponuje odbiorcy wizualną grę podszytą odrobiną perwersji, u podstaw której stoją doświadczenia w relacjach z ludźmi a zwłaszcza w relacjach z kobietami. Przestrzeń galerii wypełniają sterylne, płaskie ikoniczne wydruki i fotografie operujące czystym, syntetycznym znakiem oraz jedna instalacja.

Znaki konstruowane przez Malca – choć mają swoje źródło w kształtach rzeczywistych, stanowią jedynie pozór rzeczywistości a może nawet jej odwrócenie w skrajnie estetyzującej formie. Artysta transponuje fragmenty rzeczywistości do sfery sztuki – wybiera interesujące go kształty, litery, słowa, oczyszcza z symboliki i narosłych stereotypów, redukuje do formy. Czym jest powstały destylat? W wijącym się kształcie przypominającym pasożyta i japońskie litery rzeczywistość odbija się dalekim echem a owe starannie wycięte z niej elementy stają się przyczynkiem do rozważań o relacjach, o miłości, o seksie.






















Banan i cytryna, chłopiec i dziewczyna. I seks

Wystawa została skonstruowana w bardzo ciekawy sposób – sensy klarują się na przecięciu odwiecznych dychotomii: natury i kultury, rzeczywistości i sztuki. Malec zręcznie porusza się na obrzeżach tych dychotomii. Zwraca na to uwagę kuratorka wystawy, Magda Linkowska pisząc o pracach Podręcznik i Elementarz: Artysta stara się pokazać pruderię kultury, która odziera z tajemnicy, czyni bezbronnym, celuje w to, co najbardziej niewinne chowając się pod płaszczem edukacji, rozwoju i nauki. Wykorzystuje pojęcie dualizmu natury i kultury po to, aby pokazać, jak obie zwracają się przeciwko człowiekowi (…) Kultura odbiera naturze warstwę ochronną, a natura dochodzi do głosu w swojej agresywnej, bezwzględnej formie. Podręcznik i elementarz – dzieci uczą się z nich jak rozumieć świat. Malec opatruje tymi nazwami fotografie przedstawiające banana i cytrynę, w skórce i bez, w kolorze i w czerni i bieli. Proste obrazki, niczym wycięte z elementarza (Oto banan, oto cytryna) automatycznie odsyłają do sfery seksu (o tym automatyzmie skojarzeń mówiła w latach 70. Natalia LL w swojej Sztuce konsumpcyjnej).
Zobrazowanie pierwiastka męskiego i żeńskiego w postaci banana i cytryny to prześmiewczy komentarz zarówno do łatwości wysuwanych przez nas skojarzeń jak i miałkości, pustki w relacji seksualnej. Fotograficzne obrazy z owocami dopełniają się i komentują się wzajemnie z wypowiedziami kobiety i mężczyzny spisanymi w formie mini-scenariuszy. Dialogi pozbawione myślników układają się w poetyckie teksty – nie wiadomo, kto do kogo mówi, pytania są luźno związane z odpowiedziami. Teksty wydają się stanowić zbitkę impresji, posklejaną z fragmentów rozmów, pytań gorączkowo wypowiadanych podczas stosunku, fantazji snutych przez kochanków. W tych quasi-poetyckich formach Malec zawarł całą gamę niejednoznaczności związanych z seksem.
W tym momencie ujawnia się sedno nakreślonej przez niego sytuacji. Otóż dysonans pomiędzy rysunkiem a tekstem – gładkim bananem bez wyrazu a pytaniem o seks w wannie – jest tylko pozorny. Świeże, kuszące owoce i owoce zgniłe, skrzętnie pod nimi upchane, namiętność i spełnienie podczas stosunku i dialogi toczone w skrytości sypialni podszyte niegroźną perwersją, fikcja filmowa i własne przeżycia, przypadkowy seks w supermarkecie i długoletni związek – gdzieś to wszystko się ze sobą splata i przenika. Doświadczanie świata w całej jego niejednorodności staje się tu przyczynkiem do tworzenia osobliwej syntezy, jaką jest Elementarz i Podręcznik. Artysta za pomocą elementarnych form, barw i luźnych zdań konstruuje „pierwsze obrazy”, „pierwsze zdania” wyjęte z rzeczywistości symbolicznej, obnażone w swej prostocie.







































Chodźmy do Akademii Medycznej pooglądać sobie preparaty i porozmawiać o nas na zakończenie związku

Wijące się struktury o bladożółtej barwie są odwzorowaniem kształtu groźnych ludzkich pasożytów: owsika i glisty. Wielkoformatowe szablony funkcjonują pod wspólnym tytułem Miłość w XXI wieku. Brudna, zatęchła rzeczywistość z jakiej czerpie artysta to świat mikroorganizmów żerujących na swoich żywicielach i jego metaforyczny ekwiwalent w makroskali – niejasne, toksyczne relacje między kobietą a mężczyzną, w których jedno pasożytuje na drugim, wysysa z niego soki życiowe i czerpie rozmaite korzyści. Surowe, skrajnie wyestetyzowane obrazy odsyłają zatem do czegoś robaczywego, skażonego, dwuznacznego moralnie. Tomasz Malec używa jasnej żółcieni i bieli, operuje prostą formą. Mówię o delikatnych rzeczach – mówi artysta – obrazy są efemeryczne i iluzoryczne. Tutaj się przekracza granice, jakich nie można przekroczyć. Szukam stosowności wizualnej. Pasożyty, sterylnie wypreparowane na potrzeby sztuki, przekraczają próg galerii i lokują się w dwóch wymiarach – w pionie i w poziomie przykryte płócienną, białą tkaniną. Sprawiają wrażenie surowych ornamentów, jedynie ich obły, pozawijany kształt zdradza, z czym widz ma do czynienia. Tkanina, którą trzeba odsłonić nasuwa skojarzenia ze stołem sekcyjnym i tkaniną, którą przykrywa się zwłoki. Malec każe odbiorcy zajrzeć pod nią i zobaczyć wijącego się obleńca – który jest już niczym innym jak efektownie podanym zawijasem.


Obok wydruków i fotografii na wystawie znajduje się jedna forma przestrzenna. Judasz to instalacja złożona z tafli szkła wielkości drzwi wejściowych i wizjera, „judasza” pomalowanego na biało. Artysta odwraca klasyczny porządek i dokonuje zamiany funkcji – wszystko widać przez szklane drzwi a judasz pozostaje zamknięty i nic nie można przez niego zobaczyć. Świadoma afunkcjonalność judasza w szklanych drzwiach powoduje, że obiekt jest paradoksalny. Sytuacja, w której to, co miało zasłonić odsłania, a to, co odsłonić jest zamknięte odwraca schemat postrzegania. Magda Linkowska interpretując tę pracę wraca do Biblii i niejednoznacznej figury Judasza – czy Judasz to zdrajca czy ten, który świadom planu zbawienia oddał życie z miłości do Jezusa? Czy Judasz jest tym, który swoim postępowaniem coś nam ujawnia czy przysłania? Szklane drzwi z zamaskowanym judaszem to we współczesnym kontekście obraz pruderii i gry pozorów.























Miłość w czasach zarazy

Punktem wyjścia jest miłość. Wydawałoby się, że otwieramy ckliwy temat, przemielony i wypluty setki razy przez różnej maści twórców. Ale tu czeka odbiorcę zaskoczenie. Jeśli otrzyma informację, że wystawa jest o miłości uprzednio ją obejrzawszy, prawdopodobnie będzie zaskoczony. Jeśli dowie się – ta jak ja, podczas wernisażu od kuratorki i artysty, będzie doszukiwać się tych przejawów miłości i może spotkać się z pewnym oporem materii. Oszczędne i pozornie lekkie w odbiorze wydruki, fotografie i instalacja stanowią rodzaj lapidarnego komentarza, ironicznego stwierdzenia dotyczącego tego, co ważne, co nadaje życiu rumieńców.

Miłość w XXI wieku. Co to znaczy? Zamiast duchowej jedności – nierówny podział ról na dawcę i biorcę, zamiast spełnienia – niespełnienie i dysfunkcja. Miłość jest naznaczona brakiem i rozczarowaniem. Miłość jest iluzją. Miłość boli. Całe szczęście, że życie nie składa się z samej miłości bo byłoby zbyt okrutne – mówi Tomasz Malec otwierając swoją wystawę.
Megalomania – nakreślone japońskimi literami imię i nazwisko autora wystawy symbolicznie wieńczy dzieło, reprezentuje zarówno własną dysfunkcję jak i artystyczny światek zarażony wirusem egocentryzmu, miłości własnej. Megalomania Tomasza Malca stanowi rodzaj ironicznego stempla/sygnatury – oto ja artysta sprzedaję wam moje sterylnie opakowane emocje i doświadczenia, których i tak w większości nie odczytacie i nie zrozumiecie. Malec wydaje się mieć do sytuacji artysta-odbiorca zdrowy dystans, ani nie przecenia jej wagi ani nie umniejsza.
Cykl został stworzony na potrzeby wystawy przez artystę i kuratorkę z prac powstałych w różnym okresie. Mimo autonomii poszczególnych prac układa się on w zadziwiająco spójną całość, poszczególne elementy spotykają się ze sobą i trwają we wzajemnym dialogu. Wystawa jest wyrazem bezkompromisowej postawy artysty, który nie przestaje wnikliwie obserwować świata i sublimować swoich obserwacji w ascetycznych obrazach, komponowanych z dużą precyzją i wyczuciem formy.




fot. Tomasz Malec


fot. z wernisażu Kaja Kurczuk

2 komentarze:

  1. ale co się stało ;)?
    o co Artyście chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. o intencjach może napisać/ powiedzieć sam artysta. ja mogę tylko odnieść się do tego, jak one przystają do rzeczywistości czyli do ostatecznego kształtu wystawy

    OdpowiedzUsuń