teksty i obrazy

Strefa zrzutu zawiera recenzje pobieżne, pisane naprędce na kolanie i wrzucane w internet bez korekty, bez dyscyplinowania słowa. Stworzyłam ją z tęsknoty za krytyką z prawdziwego zdarzenia, żywo reagującą na to, co się dzieje w sztuce, umiejętnie oddzielającą ziarna od plew, nie schlebiającą gustom… Może naiwne to. Ale nie zaszkodzi spróbować i przy okazji choć odrobinę ożywić rodzime poletko. W Lublinie w kulturze dzieje się sporo ale oddźwięk w tekstach nikły. Niech więc to miejsce w internecie będzie próbą poszerzenia krytycznego pola (walki). Z racji zamieszkania i małej mobilności koncentruję się na Lublinie. Strefa kontynuuje też tradycję bashartu (świadectwa mocno zakrapianej wędrówki po lubelskich wernisażach), przerwaną wskutek emigracji zarobkowej redaktorów bloga.
Dobrze by było, gdyby kuluarowe dyskusje na wernisażach czy festiwalach znalazły tutaj swoje odbicie. Gdyby moja pisanina mogłaby w jakiś sposób pobudzić ferment, zagrzać do boju, zachęcić do wyrażenia własnej opinii. O to mi tutaj chodzi. Nie zależy mi na poklepywaniu po ramieniu. Jestem gotowa na skrajnie przeciwne opinie ale uprzedzam, że będę się bronić. Strefa zrzutu jest moim miejscem wypowiedzi niezależnym od żadnej osoby czy instytucji, proszę nie posądzać mnie o sterowane panegiryki czy umyślnie negatywne oceny. Piszę ładnie o tym co mi się podoba, o tym co mi się nie podoba też czasem piszę, bo dlaczego nie. Zdarza się, że nie najlepsza wystawa jest w stanie sprowokować do ciekawych wniosków i otworzyć głowę bardziej niż coś co jest bez porównania bardziej wartościowe artystycznie. Ale uprzedzam i podkreślam - to są skrajnie subiektywne oceny. Możecie się ze mną zgodzić, możecie mnie zjechać, nie mam zwyczaju się dąsać, przyjmuję to na klatę. Artysta pokazując swoją pracę w galerii musi się liczyć z tym, że wystawia się na ogląd publiczny - a ludzie na wernisażach komentują, robią zdjęcia i czasem potem piszą. Nie uważam się za totalnego laika w tych sprawach, więc ośmielam się upubliczniać swoje refleksje, a jeśli komuś to nie w smak, trudno.





wtorek, 9 lutego 2010

Natalia...

Tym razem będzie o słynnej artystce, która w latach 70. przecierała szlaki w nowych mediach, eksperymentowała nie tylko z formą ale i treścią wprowadzając ożywczy powiew erotyzmu w ramy konceptualne (wraz z urodziwymi modelkami jadła banany i parówki lubieżnie wpatrując się w obiektyw). Wśród tych obrazków kuszących, gorszących, wyuzdanych, które znamy z książek do historii sztuki współczesnej, najczęściej reprodukownym jest jedna z jej wersji, Sztuka konsumpcyjna (1972), obecnie w Muzeum Sztuki w Łodzi (a było ich wiele, spora część w kolekcji Starmacha) – seria fotografii z uroczą blond dziewuszką, Elą M. i bananem.

Jej sztuką nieustannie rządzą dwa podstawowe pędy życiowe: Eros i Tanatos, zaś Monsieur Ronduda określa jako ją zmysłowy konceptualizm. Oto Natalia LL.




Do napisania o Niej zainspirowała mnie wizyta we Wrocławiu. Parę dni temu spędziłam u Niej cały dzień, popijając herbatę, koniak, przegryzając czekoladę i rozmawiając o przeszłości. Niepokój przed kontaktem z tak zacną osobistością polskiej sztuki szybko ustąpił w swobodnej atmosferze nieskrępowanej dyskusji.
Przyjechałyśmy z Pauliną, aby zbadać jeden obszar aktywności Natalii – performance, nie do końca poznany przez opinię publiczną. Ustalaniu chronologii, selekcji zdjęć i filmów towarzyszyła masa ciekawych historii, którymi raczyła nas N LL. Na przykład ta o Orlan - która najpierw była niczym niewyróżniającą się ciemnowłosą dziewczyną, potem miała twarz dziecka, a chwilę potem wyglądała jak staruszka.



Natalia LL jest niezwykłą osobowością i przemiłą rozmówczynią, która nie tworzy wokół siebie otoczki nieosiągalnej damy, pełną życia, pasji i planów na przyszłość. Oczarował nas jej image, staranie upięte włosy w kolorze białego blondu, krótka dzianinowa sukienka i wysokie obcasy.
Natalia LL opowiadała, że jej sztuka była w latach 70. często krytykowana, niezrozumiana (nawet apologeci nie do końca chwytali jej sens). Jeśli chodzi o cenzurę – istniał zapis, że „ta sztuka” powinna być obserwowana (co się zresztą wielu artystom w tamtym czasie przydarzało). Opowiadała, że gdy Gierek pojechał do Szwecji, na okładce jednej z polskich gazet widniała wspomniana Sztuka konsumpcyjna. Warto wspomnieć, na czym polegał mechanizm działania cenzury w okresie późnego Gierka czyli w drugiej połowie lat 70. Kultura funkcjonowała jako rodzaj wentylu bezpieczeństwa. Kiedy niektórzy boleśnie odczuwali działanie reżimu (Radom, Ursus), inni mogli wyjechać na Zachód, wydać odważną książkę czy pokazać odważną sztukę. Władza czasami przymykała oko na artystyczne ekscesy. Erotyka nie była wbrew pozorom tak piętnowana jak obecnie (te polskie filmy z lat 70., Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej, nasz towar eksportowy na wschód).





Natalia LL zrealizowała Sztukę konsumpcyjną i Sztukę postkonsumpcyjną w formie fotograficznych seansów w wielu odsłonach. Zapraszała do współpracy młode dziewczyny, fotografowała ich twarze w aurze dyskretnego erotyzmu, z przedmiotami konsumpcji kojarzonymi z seksem. Analizowała gesty i ich rolę w komunikacji, przystawalność sfery wyobrażonej do realnej – automatyzm skojarzeń, którym wszyscy ulegają, patrząc na dziewczynę zmysłowo liżącą banana. Najczęściej reprodukowana wersja tej pracy znajduje się w i przedstawia 12 fotograficznych ujęć. To, co najciekawsze w tej realizacji – zostawia ona wiele możliwości interpretacji, wprawia widza w konfuzję. Natalia pokazuje nam fragment rzeczywistości, który jednocześnie przynależy do rzeczywistości symbolicznej. Artystka nie daje widzowi żadnych wskazówek. Zostawia otwarte pole manewru jeśli chodzi o interpretację, trudno mówić tu o jakiejkolwiek opresji. Mimo wszystko, banan – substytut fallusa zadziera z jakimś odwiecznym porządkiem władzy – libidalnej, politycznej, ekonomicznej. Jest elementem przejścia, quasi-seksualnej gry.



Artystka uważa, że sztuka nie jest tożsama z życiem, gdyż jest operacją w obrębie skomplikowanych struktur znaczeniowych i morfologicznych. A co za tym idzie należy niszczyć przenoszenie na nią potocznych i schematycznych doświadczeń. W zamian proponuje w swej sztuce zapisy niemożliwe do skonkretyzowania, a w każdym razie takie, których realizacja jest znacznie utrudniona.

W Europie praca została przyjęta bardzo dobrze (w Stanach Zjednoczonych budziła lekkie zgorszenie). W pewnym momencie Sztuka… została przechwycona przez dyskurs feministyczny. Gislind Nabakowski, redaktor naczelna „Heute Kunst” interpretowała ją w perspektywie feministycznej, jako subwersywną grę i manipulowanie kliszami kobiecości.
Kliszami, którymi mężczyźni operują w odniesieniu do kobiet zajmuje się także Natalia (Lach-Lachowicz). Mimicznie przerysowuje ona na własnej skórze pradawną kliszę strachu przed wampem mordującym mężczyzn, znajdującą szczególny wyraz w signum pomadką do ust i „wzbudzającym grozę” widoku od spodu. Horrorowego tematu wampa mordującego mężczyzn (…) nie da się w odniesieniu do tych obrazów całkowicie pominąć. Albowiem Natalia się śmieje. („Heute Kunst”, 1975, nr 9, Düsseldorf)
Artystkę irytowała ksenofobia feminizmu, który nie tyle był/ jest dla kobiety wyzwoleniem, ile uwięzieniem jej w pułapce własnej płci. Ale uważa również, że jej zaangażowanie w feminizm miało znaczenie dla kobiet.







Natalia LL mówiła, że na gruncie rodzimym Sztuka… była często potępiana.
W 1975 roku na łamach „Kultury” ukazał się słynny paszkwil Wiesława Borowskiego Pseudoawangarda potępiający rozwijający się Polsce ruch neoawangardowy (Andrzej Lachowicz ripostował wówczas Borowskiemu celnym terminem „retroawangarda”). Artystka została uznana za jedną z przedstawicielek żenującego nurtu w polskiej sztuce, który spowodował „zanieczyszczenie pola sztuki” do „stopnia alarmującego”.
Cytuję za Borowskim: Pseudoawangarda jest więc zawsze amoralna i aintelektualna. Mimo prób podejmowania różnych istotnych problemów sztuki współczesnej, takich jak problem komunikacji czy efemeryczności – pseudoawangarda nie pozostawia po sobie żadnego śladu w kulturze. Jest efemeryczna w znaczeniu najbardziej pospolitym i życiowym. (…) Pseudoawangarda jako zjawisko na terenie sztuki znajduje się w agonii już w momencie pojawienia. („Kultura”, 1975, nr 12, s. 12)
Piotr Piotrowski rozwinął temat w mniej pieniacki sposób w kontrowersyjnej Dekadzie (książka o sztuce lat 70. w Polsce). Przykłady dają wgląd w to, jak wyglądała recepcja Sztuki konsumpcyjnej na polskim gruncie.
Inaczej odbierają prace Natalii LL młodzi obecnie. Wydaje mi się, że jest bardziej rozumiana teraz niż trzydzieści lat temu. Grupa Sędzia Główny i Karol Radziszewski w 2006 roku dokonali swoistej reinterpretacji sztandarowego dzieła Natalii LL.
Ostatnio Sztuka konsumpcyjna pojawiła się także w świetnej książce Gender Check. Femininity and Masculinity in the Art of Eastern Europe – katalogu wystawy (Wiedeń 2009, kuratorka Bojana Pejić), której tematem były reprezentacje płci w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Przejrzałam, polecam, świetna rzecz.
Ze spisanego wywiadu z Natalią LL powstaje właśnie tekst, który będzie można przeczytać na stronie www.openarchive.pl Tam też wkrótce ukarzą się unikalne zdjęcia z performances artystki.